No i zawiodłam się. Naprawdę. Brakowało mi kilku scen, jak na przykład zamiany Simona w szczura, i jego losów z wampirami czy chociażby nieudanego gotowania Isabelle, oraz lotu na motorze blondyna z rudą. Zastąpili to marnym, kilkusekundowym wyjazdem z ulicy, a motor był mizerny, jak dla mnie.
Kolejna sprawa: czemu wszystkie aktorki czy wszyscy aktorzy muszą być tak cholernie piękne/przystojni? Clary Fray, ta książkowa, to taka szara (choć może tutaj pasowałoby raczej określenie ruda) myszka, nie potrafiąca się normalnie ubrać, no i nie jest za ładna. A tu w filmie: BAM: Fray to seksowny rudzielec, z wielkim pojęciem o modzie i twarzą bogini. Gryzło mnie to; to Isabelle powinna być super laską, tak jak w książce, a wyszło wręcz odwrotnie. SZKODA. Co do reszty aktorów: moimi faworytami zdecydowanie w tej kwestii są Kevin Zegers i Gao Godfrey. Gao idealnie zagrał tajemniczego czarodzieja Magnusa Bane, na którego widok dosłownie piszczałam, bo wydał mi się być w tej roli idealnym. Alec był świetnym Łowcą nienawidzącym Fray, a te jego oczy... normalnie magia!; uwielbiam ten moment przed imprezą u Magnusa, kiedy wyraża się o Clary jak o dziewczynie, której numer wisi na ścianie w kiblu i przechodzi obok nich wszystkich obojętnie i jak widać, ma na nią wyje*ane. (brawo Alec !)
Lenę Headey na długo przed ekranizacją już widziałam w roli matki Clary, Hodge nie zaskoczył mnie (miałam o nim wyobrażenie a'la smakosz z "Ratatuj", a tu był jak czyjś dziadek), Simon mógłby być bardziej ciapowaty, a sam Valentine... na pewno z lepszą fryzurą (if you know, what mean). Podobał mi się też ekranowy Luke.
Koniec książki też wyglądał inaczej w filmie, mogli darować sobie te płatki śniegu wirujące w powietrzu i sprzyjające atmosferze relacji Clary-Jocelyn.
Film oglądałam chyba z pięciokrotnym podejściem, i nie mogłam go za jednym zamachem nigdy dokończyć.
W każdej książce/filmie/serialu (bo je też będę porównywać) zawsze chyba będzie tak, że przystojniak metr dziewięćdziesiąt będzie ratował bezbronne dziewczę z opresji i kłopotów, których przyczyną była ona sama. Nie wiem, czemu tak jest, przecież czasy średniowiecza i rycerzów uznających w pierwszej kolejności ratowanie kobiet i dzieci mamy dawno za sobą - XXI wiek, a my, kobiety, ciągle przedstawiane jesteśmy jako słabe istoty. Brakuje mi sytuacji, kiedy to płeć piękna ratuje piszczących mężczyzn z okien palących się budynków - mam nadzieję, że doczekam się w końcu czegoś takiego.
Podobno szykują się za filmową wersję sagi Diabelskich Maszyn, powiązanej z "Miastem..", i mam nadzieję, że tego przynajmniej nie spaprają. Film można spokojnie obejrzeć bez uprzedniego czytania książki.
Nie spodobał mi się; zawsze słyszę, że książka jest lepsza od ekranizacji - i tu się to sprawdza.
![]() |
| ah ten Alec :D (zdj. z weheartit.com) |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz